W wielu firmach cyfryzacja wciąż wygląda podobnie: dokumenty krążą w mailach,
w Excelu i w folderach sieciowych. Pracownicy poprawiają pliki lokalnie i odsyłają je dalej, tworząc kolejne wersje tych samych dokumentów. Z czasem nikt nie ma pewności, która wersja jest aktualna i kto wprowadził ostatnie zmiany.
To nie jest już tylko kwestia wygody. Przy rosnącej skali taki model pracy prowadzi
do błędów, opóźnień i realnych strat.
„Workflow to pojęcie angielskojęzyczne i ono oznacza przepływ pracy, czyli to co ludzie robią
i w jaki sposób te informacje przepływają między ludźmi. Zwykle jest to tłumaczone na język polski jako obieg dokumentów, co jest trochę mylące, bo tak naprawdę nie zawsze są to dokumenty.” – podkreśla dr Przemysław Sołdacki, CEO AMODIT, ekspert w dziedzinie digitalizacji i automatyzacji procesów biznesowych.
Wiele organizacji szuka rozwiązania „do dokumentów”, ale nie potrafi jasno określić, czego dokładnie potrzebuje. Pojęcia takie jak DMS, workflow czy BPM są często używane zamiennie, choć w praktyce oznaczają różne podejścia do zarządzania pracą.
DMS kojarzy się głównie z dokumentami i ich przechowywaniem. Workflow opisuje przepływ pracy i informacji. BPM dotyczy zarządzania procesami biznesowymi, czyli tego, jak firma działa i jak przebiegają decyzje.
„BPM to jest Business Process Management, czyli zarządzanie procesami biznesowymi.
To jest już coś, co bardziej pokazuje, że to są nie tylko dokumenty.” – podkreśla dr Przemysław Sołdacki.
Współczesne narzędzia nie kończą się na archiwum dokumentów. Kluczowe staje się zarządzanie wersjami, dostępami, historią zmian oraz kontrolą procesów. Firmy potrzebują rozwiązań, które porządkują obieg informacji i decyzji.
„Nowoczesne systemy tak naprawdę łączą te wszystkie rzeczy. Czyli zarządzanie archiwum dokumentów, metadany, procesy biznesowe, definiowanie reguł, przepływu informacji, śledzenie co tak ludzie naprawdę robią.” – zauważa ekspert.
W wielu firmach wdrożenie systemu zaczyna się od porównywania ofert i funkcji. Tymczasem punkt startowy powinien być prostszy: organizacja musi odpowiedzieć, jaki problem chce rozwiązać i gdzie dziś traci najwięcej czasu oraz kontroli.
„Przy każdym wdrożeniu IT pierwsze pytanie, może kontrowersyjne, jest po co to robimy? Musimy sobie postawić inne pytanie – jakie problemy mamy obecnie? Co nam je generuje?” – dodaje dr Przemysław Sołdacki.
Zdarza się, że firmy deklarują potrzebę wdrożenia CRM, ale po analizie okazuje się, że ich głównym wyzwaniem są umowy, akceptacje i kontrola dokumentacji. W takich przypadkach zakup niewłaściwego systemu nie rozwiązuje problemu, a jedynie dokłada kolejną warstwę chaosu.
„Czasami dostawaliśmy pytania od klientów, że np. klient chciałby wdrożyć w sobie system CRM i po rozmowie z klientem się okazuje, że w zasadzie on nie chce CRM, tylko chce mieć system zarządzania umowami.” – mówi ekspert w dziedzinie digitalizacji i automatyzacji procesów biznesowych.
Pierwszym sygnałem ostrzegawczym jest sytuacja, w której pracownicy nie potrafią szybko wskazać, gdzie znajduje się aktualna wersja dokumentu i kto odpowiada za kolejny krok. Drugim jest rosnąca liczba spraw „utkniętych” w mailach, bez jasnego statusu i historii decyzji. Trzecim jest praca „quasi papierowa”, czyli oparta na skanach, arkuszach Excel
i ręcznym przepisywaniu danych, co przy większej skali prowadzi do błędów i opóźnień.
„Jeśli mamy jeszcze w firmie rzeczy, które załatwiamy papierowo, albo załatwiamy quasi papierowo, czyli mailem, formularzem w Excelu, to znaczy, że jeszcze nie doszliśmy do etapu digitalizacji firmy i trzeba to jak najszybciej rozwiązać.” – dodaje dr Przemysław Sołdacki, CEO AMODIT, ekspert w dziedzinie digitalizacji i automatyzacji procesów biznesowych.