Gdy z nieba leje się żar, a słońce niemiłosiernie pali, intuicyjnie sięgamy po zimne napoje, desery lodowe i chłodniki, szukając w nich szybkiego ratunku i orzeźwienia. Tymczasem mieszkańcy jednego z najgorętszych krajów świata od setek lat wybierają zupełnie inną drogę – w środku upalnego dnia stawiają na gorące zupy, wyraziste curry i aromatyczne potrawy. To nie kulinarny paradoks, ale fascynujący efekt działania klimatu i ludzkiej fizjologii. Zamiast walczyć z wysokimi temperaturami, kuchnia tajska z nimi jest w symbiozie. Jeśli chcecie to sprawdzić na własnej skórze, wystarczy wybrać się na Tom Yum do restauracji PaTaThai. Tajskie przysmaki pozwolą naturalnie przetrwać najgorętsze dni w mieście.
Przekonanie, że latem najlepiej jeść wyłącznie zimne potrawy to popularny mit. Choć lody czy chłodniki przynoszą chwilową ulgę, organizm szybko wyrównuje temperaturę, zużywając dodatkową energię na ogrzanie żołądka. Dlatego w wielu gorących krajach podstawą diety są ciepłe posiłki. Ciepło uruchamia naturalne mechanizmy termoregulacji – pocenie się i rozszerzenie naczyń krwionośnych. To właśnie odparowywanie potu najskuteczniej chłodzi organizm i zapewnia długotrwałe uczucie ulgi.
– Największym zaskoczeniem dla osób odwiedzających Tajlandię jest to, że przy 35°C mieszkańcy nadal jedzą gorące zupy, takie jak Tom Yum czy Tom Kha, które dostępne są tam przez cały rok. Po kilku dniach spędzonych w tropikach wielu turystów zaczyna rozumieć ten fenomen i robi to samo. Nasz organizm wie, co dla niego najlepsze – wyjaśnia Kacper Czwarno, jeden z właścicieli konceptu PaTaThai.
Klimat, w którym temperatury przez większość roku przekraczają 30°C, ukształtował sposób gotowania Tajów. Kuchnia ta opiera się na szybkim przyrządzaniu dań i bogactwie świeżych składników, dzięki czemu idealnie sprawdza się także w polskie, gorące lato.
– Autentyczna kuchnia tajska opiera się na słynnym tajskim balansie. Każde danie to harmonia pięciu smaków: słodkiego, kwaśnego, słonego, ostrego i umami. Równowaga ta sprawia, że żaden pojedynczy smak nie dominuje w potrawie, a wszystkie składniki tworzą spójną całość. Osiągnięcie idealnych proporcji to prawdziwa sztuka, dzięki której każdy kęs jest zarazem wyrazisty, lekki i pełen orzeźwienia – opowiada Surat Butsarakham, Executive Chef restauracji PaTaThai.
Karta dań PaTaThai to przemyślany przewodnik po smakach Tajlandii, za którym stoi szef kuchni Surat Butsarakham, pochodzący z północno-wschodniej prowincji Udon Thani. Jego niezwykłe wyczucie smaku, pasja do gotowania i znajomość oryginalnych receptur sprawiają, że jedząc przygotowane przez niego potrawy doświadczamy tętniącej życiem, prawdziwej Azji – bez kulinarnych kompromisów i europejskich skrótów.
Czego warto spróbować, aby poczuć egzotyczny klimat, pozostając w sercu miasta?
– Co ciekawe, wbrew panującym przekonaniom, Tajowie wcale nie jedzą pałeczkami. Pałeczki służą im wyłącznie do wybierania makaronu z zup. Tradycyjne dania z ryżem je się za pomocą łyżki i widelca – zwraca uwagę Kacper Czwarno.
W Europie mango wciąż bywa traktowane jak egzotyczny rarytas, tymczasem w Tajlandii jest równie powszechne jak w Polsce jabłka czy śliwki. Kraj ten uprawia ponad 200 odmian tego owocu – od bardzo słodkich, przez chrupiące, aż po te idealnie kwaśne. Mango to absolutny król tajskiej kuchni letniej. To właśnie ono jest gwiazdą Khaoniew Mamuang, czyli Mango Sticky Rice – tajskiego deseru, który podbił świat. To genialne w swej prostocie połączenie dojrzałego mango, kleistego ryżu, mleka kokosowego i odrobiny soli. Jego sekret tkwi w perfekcyjnym kontraście między ciepłym ryżem, lekko słonym kokosem i orzeźwiającą słodyczą mango.
Jednak mango to nie tylko deser. W Tajlandii wykorzystuje się je także do przygotowywania dań wytrawnych. Mało kto w Polsce wie, że „zielone mango” nie oznacza owocu niedojrzałego, lecz specjalną, chrupiącą i kwaskową odmianę, która jest podstawą genialnej, orzeźwiającej sałatki Yam Mamuang.
– Dobre mango poznaje się nie po kolorze skórki, ale po aromacie i odmianie. W Tajlandii wykorzystuje się je zarówno do deserów, jak i wytrawnych dań, a jego smak zmienia się wraz z porą roku. W naszym letnim menu dbamy o to, by owoce trafiały na talerz w szczycie swojego sezonu – wyjaśnia Hubert Czwarno, współtwórca konceptu PaTaThai.
W zmaganiach z letnim upałem, kluczowe staje się także odpowiednie nawodnienie i naturalne orzeźwienie. W restauracji PaTaThai owoce tropikalne to nie tylko podstawa dań, ale też baza autorskich napojów, które idealnie gaszą pragnienie i pozwalają poczuć się jak na plaży wyspy Koh Samui. Warto zwrócić uwagę na menu barowe, któremu lokal poświęca dużo uwagi – na gości czeka imponujący wybór napojów bezalkoholowych i autorskich mocktaili. Co ważne, wszystkie propozycje przygotowywane są od podstaw przez doświadczonych barmanów. Rezygnując z gotowych półproduktów, restauracja stawia na rzemiosło i pełne wykorzystanie składników w duchu zero waste.
– Tworząc nasze napoje, stawiamy przede wszystkim na świeże owoce, zioła i rzemieślnicze podejście. Syropy przygotowujemy na miejscu, kierując się filozofią zero waste. Jeśli do produkcji syropu używamy soku z owoców, pozostały miąższ suszymy i robimy z niego naturalne żelki owocowe, które służą do dekoracji. To szacunek do produktu w czystej postaci – opowiada Huberta Czwarno.
W letniej karcie prym wiodą lekkie, rześkie propozycje – wśród nich króluje mocno orzeźwiająca lemoniada arbuzowo-miętowa oraz bezalkoholowe wariacje na temat letnich szprycerów – kwiecisto-cytrusowy Lycheonello Spritz Zero z owocami liczi czy egzotyczny Passion Fruit Spritz Zero z marakują, wanilią i migdałami. Co ciekawe, restauracja poszła o krok dalej i stworzyła własną linię Noma Drinks. Dwie bestsellerowe pozycje z karty koktajli zostały odtworzone i zamknięte w wygodnych puszkach jako napoje typu RTD (ready-to-drink). Są to propozycje całkowicie bez procentów. To ukłon w stronę osób, które cenią sobie świadome wybory i szukają ulubionych smaków bez obciążania organizmu. Dzięki temu ulubione kompozycje można zabrać ze sobą w plener i mieć je zawsze pod ręką, zachowując przy tym pełną świeżość i energię na resztę dnia.
Decydując się na kulinarną podróż do Azji, warto wybierać miejsca, w których autentyczność to nie tylko pusty slogan marketingowy, ale fakt. Restauracja PaTaThai dołączyła do wąskiego grona zaledwie piętnastu lokali w Polsce odznaczonych prestiżowym certyfikatem Thai Select. To wyjątkowe wyróżnienie, przyznawane przez Rząd Królestwa Tajlandii, stanowi najwyższą gwarancję autentyczności. Aby je zdobyć, nie wystarczy poprawnie odtwarzać przepisy – wnikliwej ocenie podlega jakość i oryginalność sprowadzanych produktów, idealny balans smaków, kompetencje szefa kuchni, a także tajska gościnność i atmosfera miejsca.